James Holden, jak niejeden znany artysta, przygodę z muzyką zaczynał od nauki gry
na instrumencie. W przypadku Brytyjczyka instrumentem tym było pianino (uczył go ojciec) oraz skrzypce. Historia związana z muzyką elektroniczną zaczęła się dla Holdena kiedy miał 19 lat, wraz z upublicznieniem kawałka „Horizons”. Utwór powstał podczas wakacji, a stworzony został za pomocą darmowego programu Buzz.
Ta produkcja, wraz z setem nagranym w sypialni, otworzyły James’owi drogę do wielkiej kariery. Miksy artysty, podbnie jak produkcje, wypełnione są elektrycznymi dźwiękami acid house, techno, electro i downtempo. Warto dodać, że często składają się z utworów młodych, nieznanych twórców, z których wielu należy do labela założonego przez Holdena - Border Community (wydawnictwo, które bardzo szybko zyskało reputację). Po sukcesie singla „Horiznons” pojawiały się kolejne – „One For You” i „Solstice” oraz liczne, dodatkowe projekty (między innymi współpraca z Sashą przy krążku „Bloodlock” czy Julie Thompson przy utworze „Nothing”). Artysta konsekwentnie rozwijał swoje unikalne brzmienie, wykorzystując w tworzeniu elementy muzyki dub, lo-fi i ambient. Remixował dosłownie wszystko, od electro-house po dance/pop, utwory mniej znane, a także klasyczne produkcje pokroju „Fine Day” Kirsty Hawkshaw. W międzyczasie powstał jeszcze utwór „A Break in the Clouds”, będący debiutem artysty we własnym labelu (aktualnie zaliczany do klasyków techno), w pewnym stopniu określający, czego można się będzie spodziewać po wydawnictwie. Z całą pewnością
można stwierdzić, że James Holden wypełnia pewną pustkę na rynku muzycznym, dając klubowiczom produkt niszowy. Jest to recepta na sukces w wykonaniu artysty, który ma swój wielki plan. Jak może nam sugerować historia jego kariery – ma cel i plan. Nic go nie powstrzyma.